czwartek, 30 września 2010

Milano

Uf dotarlismy, kto wymyslil trase do milanu przez koluszki ?
Najwazniejsze ze samoloty z nami dolecial, a dzialo sie .... Znalezlismy hotel, i idziemy spac. Newsy sportowe z kraju nie za wesole, tylko lech do przodu, a siatkarze i radwanska tyly, wiec musielismy to jakos naprawic. Naprawilismy ...... Idziemy spac bo jutro .. Czesc sluzbowa delegacji a potem po motory i jazda do cinque terre. O 1.30 w nocy, na uroczej kolacyjce w barze notte dell notte uslyszelismy ze w reginie do ktorego zmierzamy policja i karabinierii robi oblawe na macie i wszyscy turysci uciekaja z la spezii. Fajnie bedzie luzniej. Pozdrawiamy cala klinike i bliskich. Mamy nadzieje ze jutro cos napisze, bo to bedzie znak ze przezylismy. Buziaki dla bliskich. Do jutra.

no wiec wyruszamy!!

środa, 22 września 2010

szok - powyjazdowy

szczerze mówiąc jestem w szoku, to już tyle dni po wyprawie, a ciagle ktoś czyta bloga ! to miłe... a wracając do tematów motoryzacyjnych - tydzień, a nawet 11 dni bez moto wystarczy, czas pomyśleć o czymś nowym. I oto jest - dzięki szalonemu szefowi , "służbowy" wyjazd do Milano może przekształcic się , co tam może ... przekształci się w małą wyprawę po cinque terre na wypożyczonych motorach - niby tylko week end ale zawsze coś. oby pogoda dopisała ! włoskie skaliste wybrzeże, pięć uroczych miasteczek , będzie się działo !!!! to już pierwszego października..
jesli będą odsłony do mojego powrotu, to napewno coś napiszę ... a narazie kończe, przede mna tergi CEDE w poznaniu --- brryy .....

poniedziałek, 13 września 2010

są już fotki

Zacznę od tego , że można już oglądać fotogalerię na stronie : http://samorzewski.eu/Albania/index.html
 w zakładce motocykle/grecja albania chorwacja 10, - wychodzi cała majestria fotograficzna doktora, z powołaniem się chyba minął !

 wszyscy razem uczestnicy  w komplecie


a teraz podsumowanie osobiste w równoważnikach :
1/ najniebezpieczniejsze miejsce wyprawy - mokre strzałki białe na wiślance w drodze powrotnej do domu
2/ największy mit - ryzyko i niebezpieczeństwo w albanii, nic nam nie zwineli a na nasze pytania czy moto są bezpieczne robili wielkie oczy, pisiu to nawet włączoną nawigacje zostawiał na wabia i nic, a w centrum tirany na klepisku zostawiliśmy wszystko - pewnie gorzej by było w warszawie
3/ najpiękniejsze dziewczyny - według mnie na pewno w albanii
4/ najpiekniejsze widoki - chorwacja
5/ najtańszy kraj na trasie - albania
6/ najdroższy - absolutnie chorwacja
7/ najlepszy asfalt w zakrętach - jeśli nowy to albania , poza tym chorwacja
8/ największe zdziwienie - stosunelk chorwatów do turystów, tak jakby im przeszkadzali ....
9/ muzealny eksponat w użyciu - prom w butrim jest na foto
10/ najluźniejsze podejście do przepisów dla motocyklistów - korfu
11/ najciekawsza osoba na recepcji : ex eqo babcia bez zębna w igumenistcie ( grecja) i olewający wszystko , chyba jednak mafioso w hotelu we vlore
12/ najciekawsze zdarzenie - wesele na środku drogi w albanii
13/ gwiazda wyprawy - babcia z lusterkiem jako fotoradar weselny w albanii
14/ najtrudniejszy moment - pożegnanie z wojtkiem, ech te beemki
15/ najlepszy nocleg - korfu u spyrosa
16/ najgorszy nocleg - brak 
17/ itp itp

dzięki wszystkim czytelnikom za cierpliwość i tolerancję ortograficzną, dzięki kolegom za pomoc przy redagowaniu ( ach te korekty i poprawki treściowe ) TO JUŻ NA PRAWDĘ OSTATNI WPIS , ALE BLOG SOBIE POWISI TAK DŁUGO JAK BĘDĄ WEJŚCIA NA STRONE

Cześć, wszystkim Paweł Klimek  





sobota, 11 września 2010

Juz w domu

No wiec to rzeczywiscie koniec, ostatni wpis podrozny. Dlugi powrotny odcinek. Doktor wylogowal sie z grazu pierwszy, i nie na wegry tylko do domu bijac rekord trasy, zameldowal sie z garazu w mikolowie o 13.00, jak ktos lubi .......
My jak przystalo na szacownych uczesnikow powaznej wyprawy , sniadanko o 8 i ruszamy. Pogoda swietna do jazdy, tempo niezle i jedyny problem, jak tak rozplanowac trase by dluzszy postoj wypadl na q2 i q3 z monzy. Takesmy z przemem kombinowali ze sie udalo, tylko kurde tv nie bylo w restauranie czeskim .... Na szczescie ipad i aplikacja f1 w polaczeniu z wifi daly ciekawy obrazek dla gosci. Czterech facetow przy obiedzie wpatrzonych w ipada ze zmieniajacymi sie cyferkami no fajnie bylo. A potem decyzja ubrac kokony czy nie, bo probnoza od olomunca zla i niebo tez ciemne... W tym miejscu krotki esej
O FILOZOFI UZYWANIA KOKONOW PRZECIWDESZCZOWYCH
Na wyprawie zalozylismy je trzy razy, raz sie prawdzily, raz nas spocily a dzis przegonily deszczu. A tak naprawde dwa razy nas przemoczylo na amen a kokony spokojnie w kufrach jechaly. Tak wiec maja generalnie nastepujace zastosowania. 1/ zajmowanie miejscach w kufrach , i to byla funkcja glowna, 2/ zapocanie , zagrzewanie kierowcy jak deszczu nie pada 3/ ewentulana ochrona przed ulewnym deszczem, ale tylko jezeli sie trafnie przewidzi prognoze i w pore je ubierzemy. Dzis bylo dodatkowo zamieszenia z pisiem. Ja i bart ubralismy i skutecznie przegonilismy deszcz. Przemys zaryzykowal i wygral , nie ubral. A pisiu , przy pierwszych kroplach postanowil jednak ubrac mowiac ze nas dogoni, i zgubil zjazd na cieszynska wiec jechal prze ostrawe. Tak to kokony nas chronily itp. Ale ladne sa i wodoszczelne. A teraz juz w domu, wiem ze to na pewnosci koniec. Jutro napisze jeszcze cos ogolnego i zamnkne czesc edycyjna bloga. Dolozymy link do zdjec i zobaczymy czy ktokolwiek bedzie to jeszcze czytal. Tak wiec do jutra.

piątek, 10 września 2010

Link sposorowany

Restauracja MANA, w znakomitej lokalizacji, z wysmienita kuchnia i obsluga, zaprasza od wtorku do niedzieli, na haslo MOTOALBANIAK 1,5 ( jeden i pol procent ) znizki www.pubmana.pl

To juz jest koniec ...

Kurcze, wrocilismy z fajnej kolacyjki w centrum Grazu , i wlasnie do mnie dotarlo , ze zamknelismy petle, jutro wracamy, to juz niestety koniec. 10 krajow, polska, czechy, austria, wlochy, grecja, albania, czarnogora, chorwacja, bosnia i hercegowina, slowenia ..... Z dojazdem do domu ponad 4000 km w siodle. 5 promow, tylko jeden duty free shop- ale za to jaki/ na granicy greek albanien/, do dzis zero mandatow, zero wywrotek, no jedna mala parkingowa doktora w albani ale nachylenie bylo straszliwe, .... Po prostu prawie wszystko ok. Prawie bo motor wojtka zdechl na korfu i braklo nam jego towarzystwa. Multum wsponien, ktore trzeba uporzadkowac, prawie tysiace zdjec ktore pokazeny na stronie z linkiem w blogu. Ja niestety + 3 kg, tak wysmienita kuchnia byla przez dwa tygodnie. I jeszcze jedno, 6 a potem 5 silnych osobowosci przez 14 dni 24 h i dalej z soba gadamy , nikt nikogo nie pobil, mozemy na siebie patrzec..... Choc ciezko bywalo.
Jutro bart, przemys pisiu i ja ruszamy do domu, a doktor jeszcze doklada wegry. Na pewno jeszcze cos w domu naskrobie na bloga, przeciez to prawie 600 km wiec cos sie wydarzy. Musze namowic chlopakow by obiad wypadl w porze Q2i Q3 monza, forza kubica. Mam 1000 mysli co jeszcze napisac, ale nie moge tego poskladac. Moze jutro. Tym bardziej ze tylu Was to czyta. Dzieki za komentarze w smsach i telefonach do chlopakow. Jesli macie czas, to przeslijcie swoje uwagi na maila pawelklimek@me.com , pierwszy raz pisalem cos takigo ...bede wdzieczny za kazdego maila, szczegolnie te krytyczne. A teraz idziemy spac, jutro na prawde dlugi odcinek, do jutra czesc ...

Nocny dramat w puli

No wiec wojna prawie byla. Niemiecka, by nie rzec germanska / z mala mniejszoscia turecka/ mlodzierz, spuszczona ze smyczy, pierwszego wieczoru obozu integracyjnego dala czadu Okolo 4 nad ranem w nieustajacych rykach przed naszym oknem, rozwazylismy kilka opcji taktycznych. Sztab zadecydowal ze najbezpieczniej zastosowac taktyke obronna / jak na weterplatte / i powinnismy przeczekac by nie narazac naszych motorow ktore staly w pewnym oddaleniu. Hunow byla bowiem setka a my tylko w pieciu, na dodatek doktor spal. I pelny sukces,, po 4 interweniowal ochroniarz hostelu, i moglismy spokojnie sprobowac zasnac kolo 5. Potem juz tylko sniadanko, zachmurzone niebo, i trzeba zaplacic. Postanowilismy dobic gowniarzy i po dlugich negocjacjach z menago hostelu przerzucilismy na nich 10 procent naszgo rachunku. Mega kontrybucja wojnne w kwocie okolo 8 euro. Ruszamy do sloweni. Na starcie w puli krotki postoj by rzucic okiem na jeden z najlepiej zachowanych coloseow w europie , a wiec zegnaj przesliczna chorwacjo. Na koniec uraczylas nas fantastycznym odcinkiem drogi d8 na istrii, a potem juz tylko nudna slowenia. Z pewnym wyjatkiem , przeurocza starowka w lubbljanie i smaczny obiad. A teraz , teraz mala przerwa na kawe bo zasypiamy na autostradzie do grazu. Wieczorem imprezka pozegnalna, / cholera jestem skarbnikiem a wszyscy mowia ze jakas wspolna kasa zostala .... / MY JUZ NA PRAWDE WRACAMY, moze jeszczen wieczoram ostatni wpis z trasy.. Trzymajcie sie
P.s. Koledzy kazali wspomniec, ze w ljubljanie trafilismy niewobrazalne ilosci harleyowcow , to jakis mega zlot europejski, kazdy jezdzi czym lubi a my wolimy nasze , przy okazji wymienmy :
Doktor - suzuki bandit 1250' bartek - kawasaki versys, przemeys - jamaha tdm 900, pisiu - yamaha fz1 fazer, nieobecny juz wojtek - bmw gs 1150 (poleglo na korfu) i ja autor honda deville. Wiwat nasze maszyny. Mam nadzieje ze dojada do konca.

czwartek, 9 września 2010

Dramat w deszczu

Dramat w deszczu
Najpierw pozdrowienia dla wojtka mazurka, niestety przegrales 21 do 1 , sam wiesz w co, i wiecej nas nie podpuszczaj ! A tak powaznie dla czego nie ma cie z nami, albanczycy chyba lubia usa na kilku domach domach widzielismy gwiazdzisty sztandar, podobalo by ci sie.
Najpierw uzupelnienia z wczoraj, po drodze na pag jechalismy grobla , wialo tak ze balem sie ze mnie z moim skuterem zwieje do morza, jak widac nie zwialo. Nocne dyskusje facetow w 11 dniu wspolnej wyprawy byly nad wyraz ciekawe, religia, przyszlosc edukacyjna dzieci, ekonomia swiata itp. Przy okazji ustalilismy nowe jednostki czasu, moge zdradzic jedna : karlowacko = 10 min. Dzisiejszy ranek otwarlem, niestety samotnie, kompiela w adriatyku o 7.30 , boska cisza i rewelacyjna temperatura, puste nabrzeze, po prostu odlot. Potem sniadanko wslanoreczne i odjazd z campingu. Krotki rajd po pustynno skalistej czesci pagu, prom na kontynent ( to juz piaty prom, czyli wyprawa promocyjna) a potem tradycyjnej wio do przodu. Uznalismy z bartkiem  ze oesy byly wczoraj, w zwiazku z czym dosc szybko zgubilismy grupe scigantow. Co do drogi to znow bede nudny, w skali od 1 do 10, za widok i zakrety nieustajaco gdzies miedzy 14 a 15. Pierwszy powazny przystanek w rovinij. Absolutnie rewelacyjne klimaty. Maly porcik w zatoczce, i miasteczko na skalistym polwyspie, z kosciolem na szczycie. Nie wiem czy nie jeszcze ladniejsze od primosten. Na pewno bylo w duzo spokojniejszej aurze,  wczoraj w primosten wialo ze hej, zrozumialem co to znaczy " a wiatr na wantach melodie wygrywa " muzyka byla niemilosierna. Ale przed rovinji dotknal nas dramat. To na pewno przez pisia, ktory wczoraj bardzo negatywnie ocenial ewangelickie wyznanie, nie podajac zadnych argumentow, przynajmniej tak nam sie wydawalo .... w nocy Bylo tak : z lewej slonce, z prawej slonce z przodu slonce, a nad nami nagle, przez 11 km ulewa burza, i zaby z nieba. My oczywiscie normalnie odziani, twardziele, nie dalismy powachac naszym kotonom przeciwdeszczowym atmosfery chorwacji. Bo po co ? Przemoklismy do slipektaka jazda byla. Na szczescie ostatnie 17 km w pelnym sloncu i przyspieszony proces przesychania. Potem juz w rovinji dosc dziwaczne pozycje do slonca zeby wysuszyc te czesc spodnik ktora normalnie pupe oslania. Prawie sie udalo. Jestesmy juz w puli, mieszkamy .... Tradycyjnie w hostelu, wiec troszke capi ... 5 przemoczonych facetow. Ale bedzie dobrze , wystarczy 2 razy po 10 min.  I no problem. A potem moze zwiedzimy pule. Pozdrawiamy wszystkich czytelnikow bo przekroczylismy 1000 odslon bloga !!!!!!!!! Nigdy bym tego nie przypuszczal, to w koncu prywatny blog dla wtajemniczonych. Jeszcze raz dziekuje , autor. / przepraszamy za orto, jestem dyslektykiem hi hi /
Nieustajace pozdrofki dla magdy, pauliny i kuby od tajemniczego wielbiciela. Dla eci i zuzi od don paolito, dla moniczki i tomka od przemysl. I oczywiscie od pisia dla molto importante famili pisiewicz in gremio. Jutro ruszamy do grazu , dlugi odcinek juz sie boje.
p.s. O znakach : na przestrzeni 9 krajow, obserwowalem dwa znaki graficzne : a/ uwaga szkola , najladniejszy w albani dzieci w radosnym podbiegu z tornistrami w rekach  b/ uwaga na zwierzeta : byly krowa, osiol, jelen, sarna w podskoku i dzik wedlug mnie najlepszy hrvatski dzik
Na dzis tyle, niestey mieszkamy w sasiedztwie setki rozwydzonych malolatow z niemiec, moze dojsc do wojny .......

środa, 8 września 2010

Wybuch na stacji , Dubrovnik-Pag ale jazda !!!!!!!!

480 km , ale za to jakich !,,
Dubrownik pozegnal nas chmurami, i przykrym dla mnie newsem ze nastepna stacja do tankowania za 45 km. /o sniadaniu nie ma co  wspominac, jak mawia bart lajno / tak wiec na starcie ja spowrotem do dubrownik a reszta furt na stacje za 45 km. Ale sie dzialo... 1/ ja po zatankowaniu zdalem sie na zoske , moja nawigacje a ta z dolu dubrovnika kazala mi jechac na droge do spiltu 190 m przewyzszenia PO ULICZKACH STAREGO MIASTA Z NACHYLENIEM 8 stopni , przezylem 2/ bart odpalil na stacji w swojej torbie podroznej tzw zestaw naprawczy opony, wszystko ma w gumie - jest bezpieczny 3/ przed pisiem w trakcie jazdy otwarl sie kufer dachowy jakiegos wlocha i posypalo sie na droge, na szczescie nasi przezyli. Potem juz razem ruszamy na ambitnie zaplanowana trase z dubrownik na pag, bylo cudownie !, do splitu duzy ruch, ale .... No nie bede sie powtarzal PRZE CU DO WNIE szalona jazda i przerwa dopiero w MAKARSKIEJ, prawdziwe snadanko i chumory jeszcze lepsze . Start do primosten i to dopiero jazda trasa mazenie - takich widokow nie przezylem, a pusta droga zacheciala do oesow , szybkosc swiatla, nikt nas nie namierzyl na szczescie. Zakrety, przepascie, mosty, itp. Nie siedzialem ze moj motor /skuter jak mowia zlosliwi koledzy / moze tak szybko jechac. Primosten jak miasteczko z bajki, Jola i piotr musicie tu przyjechac ., cos dla was. POZDROWIENIA od pawla dla wiedensko/krakowskiej famili. Przy okazji pozdrowienia dla eci i zuzi bo wiem ze sa u was.  potem szalona jazda na pag , przemys bosko ze przyciagnales nas do tego miejsca , cemping simuni na pagu rewelacja ! Wielokulturowe miasteczko. Bloga pisze z restauracji ala free bar , czyli 9 euro i jemy ile chcemy , generalnie wszystko niezle, i chyba niedoszacowali pisia, je juz trzeci talerz. Camping jest fajny , polecamy szczegolnie rodzina z dziecmi. Co do pogody to przez 8 godziny wahala sie czy nas polac czy nie. I dopiero ostatnie 21 km postanowila nam umyc motory i odswierzyc kurtki. Nie jestesmy z cukru wiec nic sie nie stalo. Czasem takie zmiany , korekty w planie wychodza na dobre. Tym bardziej ze przemys robil rezerwacja o 3 w nocy z tarasu w dubrowniku. 
P.s. Dla wojtka od pisia : zaklady tytoniowe w durres zostaly przejete przez wrogi burzuazyjny kapital i od tego czasu zamiast kultowych DS'ow produkuja jakies rotmansy czy inne marlboro, pozdrawiamy
P.s. Przepraszamy za brak zdjec na blogu ale mamy z tym problemy techniczne, po powrocie doktor umiesci stosownego linka do strony z 1576 zdjeciami z wypadu.

wtorek, 7 września 2010

Dubrownik by night

Dubrownik by night
Jestem absolutnie porazony, nie widzialem takiego miejsca, wszystkie miasteczka toskani + jeszcze troche, ladniejsza czesc wenecji itp , to jest wlasnie dubrownik. Uroczy spacer po starym miescie i porcie, uwaga, pijemy najdrozsze piwo na swiecie , 0,5 litr  za 30 pln ale jakie widoki.... Doktor jak zwykle pstryka molto foto, ... Potem szukamy w miare przystepnego miejsca na kolacje i jest, pizzeria tabasco, bylo pysznie, a na parkingu przed lokalem trzy obywatelki monte negro wykonaly super taniec i zniknely na starym miescie. Ruszamy w boj , doktor wybiera sleeping, a my dubrownik by night. Absolutnie rewelacyjne klimaty, male uliczki , setki lokali i wreszcie trafiamy. Na trzech screnach szwajcaria : anglia, irlandia :  andora i oczywiscie chorwacja  : grecja. Po prostu odlot. Zapoznajemy australijke, angielke i kowboja , wszyscy po piecdziesiatce, mocna dyskusja i wszyscy kochajacy przema, i oczywiscie nasza ojczyzne, acha, postanawiaja tlumaczyc bloga na szwedzki i australijski , jest fun. Ruszamy w strone hotelu - 3'5 km, na szczescie przemyslowi peka balaza i zamawial taryfe. Dzieki temu siadamy na naszym tarasie i piszemy bloga, majac w mysli cudowne widoki z dubrownik,  szkoda ze jutro ruszamy, ale ... Mamy misterny plan rewolucyjny... Do jutra
P.s
Od przema : to byl na prawde jeden z najlepszych dni , moto odlot dwa, a na deser , znakomity deser dubrownik, moniczko kocham cie, 
P.s. 2 ludka jak to sie stalo ze juz sie mozemy wprowadzac ? Tez cie kocham
P.s. 3 kubusiu ciesze sie ze jeszcze nie masz uwag w szkole,  magdusiu kocham cie i oczywiscie paulinke tez, tesknie za wami
P.s. 4 ecia trzymaj sie zdrowo, Zuzia tatulo teskni i czeka na partyjke golfa z corunia 

To juz dwa tysiace

2000 km

No wiec stuknelo nam dzis 2000 km w siodle, dalej zyjemy, nasze motory tez, ale juz tylko niestety w piatke. Wojtek jeszcze raz cie pozdrawiamy i zalujemy ze cie nie ma z nami. A teraz po kolei 
Wczesnym rankiem ruszamy z albanii, doktor funduje nam zwiedzanie pieknego sredniowiecznego kamiennego mostu , ktory za pieniadze unii lub unesco zostal nawet niezle wyeksponowany, pstrykamy foto i ruszamy do czarnogory. Granica europejska i jestesmy w motenegro, pierwsze 20 km boskie zalesione zbocza gor, wawozy i pusta droga z fajnym asfaltem. No i odmieniony doktor - w czarnogorze jezdzimy zgodnie z przepisami , dla mnie bajka. Oczywiscie do czasu , doktor z bartek w ulcnij ( nadmorskim kurorcie) jada pod prad promenada i juz po chwili haltuje ich policjant, obeszlo sie pouczeniem , ale juz do konca czarnogory nie lamiemy przepisow. I bardzo dobrze droga do dubrownika wymaga spokojnej jazdy bo jest co podziwiac. Zmieniajace sie widoki, tunele skalne, mosty nad przepasciami w nadmorskiej skale, po prostu warto jechac wolno. Po drodze jeszcze prom przez zatoke i wjazd do hrvatsko. I znowu olsniewajaca droga wysokim wybrzezem ,,,,, w koncu jest , panorama na dubrownik , oniemialem, jestem tu pierwszy raz i rzucilo mnie na kolana.... Warto bylo jechac, zameldowalismy sie w schronisku i ruszamy na dubrownik,     ....... Musi byc nasz ! 

poniedziałek, 6 września 2010

Fotki z poprzednich dni

mamy nareszcie dostep do kompa to mozemy wyslac foty


Moj gwozdz-znaczy doktora

Iguomenitsa nasz hotel rano przed wyjazdem

Sarande-mokre


Wysmienite kalmary i beefing
Vlore przed zachodem
Vlore rano

Jest fajnie

Last day in albania
Jak zwykle ranek nas mile zaskoczyl, pelne slonce , ale okazuje sie ze pan "menago" hotelu zupelnie zapomnial o sniadaniu dla nas, pakujemy sie na motory i znajdujemy jedyny lokal sniadaniowy w vlore, sniadanie ok i w zasadzie za darmo Potem szybko doceniamy ze jezdzilismy dzika albania i to w week end, jazda w porannym traficu w albanskim miescie to bajka, najwazniejsza jest plynna jazda przepisow nie ma byle sie nie zatrzymac. I klakson trzeba trabic duzo i czesto i przy kazdej okazji , trzeba uwazac na otwierane przez kierowcow dzrzwi w najmniejoczekiwanych momentach. Kilka miasteczek przed tirana dalo nam niezla szkole, oj przydalo sie ! Jazda po tiranie jest po prostu ..... No nie wiem jak to nazwac by oddac sens ..... Neapol + bieg z bykami w pampelunie + roboty drogowe w krakowie + kakofonia targu arabskiego , no cos w tym styalu. I zeby bylo jasne zero stluczek, zero ofiar, mozesz wszystko jechac pod prad , jechac w poprzek, olac swiatla ALE JEDZ nie stawaj. To sie nazywam plynnosc ruchu i to dzialaja , a wszyscy sa uprzejmi i tolerancyjni ...... Juz w shkoderze walnelismy glowna droge pod prad , no problemach zyczliwe usmiechy, i tak sie tu jezdzi. A teraz troche socjologi. Albania wewnetrzna i tirana to jeden giga kontrast, porsche i dwukolka zaprzegnieta w osiolka, super konstrukcje i walace sie rudery. Niestety wszedzie tony smieci i zlomu. Autostrada to droga na ktorej mozna zostawic auto na prawym pasie, albo zawracac, albo wpasc nagle na rondo, przystanac nagle na zakupy /na przyklad krolika , serio to przezylismy/ mozna tez nagle zobaczyc na autostradzie jadacy pod prad autobus ...., albo mesio "robiacy" rondo autostradowe w przeciwnym do wszystkich kierunku ...ale i limit predkosci to 90 km. Jestesmy juz u celu, znalezlismy cudowny hotelik : www.trditagt.com i zaraz idziemy zwiedzac. Jutro wyjedziemy z albani, zostana nam fantastyczne wspomnienia i wlasne indywidualne oceny tego co widzielismy. Jedno jest pewne mlodzierz albanska jest na prawde ladna, dziewczyny i chlopcy, przyszlosc przed nimi , tylko kurcze niech posprzataja swoj kraj i przestana smiecic naokolo siebie.
Pozdrawiamy wszystkich ktorzy marzna i mokna na slasku  

niedziela, 5 września 2010

Albanska niedziela

Przerwa w trasie/notki robie na kazdej przerwie, zeby nie zapomniec wrazen/
Wstalismy w dosc dobrej formie, ranek przywital nas pieknym sloncem i okazalo sie ze mieszkalismy w prawdziwym nadmorskim kurorcie, taki kolobrzeg z lat 70, sniadanko w kafejce nad samym morzem , i wyruszamy. Droga z sarandy do vlore okazuje sie byc absolutna rewelacja. Asfalt klasy lux, setki zakretow i prawie pusta strada Przez gory i wzdluz morza, co chwila atrakcje, a to widokowe, a to lokalne zwierzeta typu asiolki i krowy na drodze, a to etnografia zupelna! Na srodku drogi taneczny korowod ( jak sie okazalo weselnicy ) lokalna muzyka live ( klarnet ! tamburyn reczny i harmonia ) przystanelismy warto bylo : na trzecim pietrze domu weselnego 100 letnia babci ostrzegajaca nadjezdzajace z przeciwka auta LUSTERKIEM ODBIJAJACYM SLONCE, i po chwili kawalkada , oczywiscie mercedesow, z nowozencami. Zyczenia na srodku drogi, sliczna druhna w jeansowym mini i ........ zostalismy zaproszeni na male co nieco. Uff  wymigalismy sie i ruszylismy dalej. W zasadzie przepieknie,  tylko te smieciowiska przy kazdej miejscowosci, staram sie tego nie zauwazac, koncentrujac sie na bunkierkach strzelniczych ktore spotykamy dosc czesto, sa tez i pomniczki posmiertne przy drodze , a nie krzyze jak u nas, bardzo wykwintne zdobione, z kwiatami.  Na szczescie jedziemy wolno tak by mozna bylo podziwiac albanie..... Konczymy przerwe knajpkowa w przepieknej zatoczce i ruszamy dalej .......
Jeszcze piekniejsze widoki, jeszcze wiecej zakretow i jeszcze wiecej zwierzat na drodze, trzeba uwazac, i jeszcze kamyczki i kamole na drodze , szczegolnie za zakretami stanowia pewne zagrozenie. Windujemy sie z poziomu marza na 1027 metrow , w chmury, roznica temperatur okolo 17 stopni i wszystko raptem na dziesieciu kilometrach. Bajeczna serpentyna do gory, a sama koncowka to jak znak zorro razy siedem ! Ostre dohamowanie i dluga prosta, valentino rossi by mial zabawe, a co dopiero ja skromny turysta z polski..... Na jednej z ostatnich agrafek zwolnilem za bardzo i o malo nie zaliczylem szlifu ......... Obeszlo sie strachem. Ale znacznie zwalniam i odstaje od kolegow ktorzy maja szybsze motocykle i lepsza technike jazdy. Na szczescie przemys stanowi dla mnie bezpieczny lacznik z grupa - dzieki przemo. Na szczycie przeleczy przerwa na fotki i jazda w dol, znow serpentyny i piekne widoki. Doktor super trasy w albani wybrales, to byla perelka jeszcze raz brawo dla doktora. Zgodnie z naszymi odczuciami stwierdzamy ASFALT W ALBANII jezeli jest , to jest duzo lepszy dla motocykli niz na korfu. Kuchnia albanska jest pyszna, a informacja od wojtka o problemach gastrycznych napotkanych cyklistow sprawdzila sie , ale niestety nie w stosunku do mnie. Robimy przerwe na obiad, agladamy polska tv i potem jedziemy szukac noclegu.....
I na koniec jeszcze jedno, ludka jak nawet wiesz wiecej niz monika to sie tym nie chwal ! A z pisiem konfidentem poradzimy sobie sami ......
Kolacyjka  w tradycyjnej albanskiej pizzerii , pyszne , na super cienkim ciescie, miodzio , idziemy spac, no moze nie zaraz, a pisu konfidentem pisze dlugasnego smsa do ludki, na szczescie albanskiej operator go szatkuje (smsa a nie pisia ) i ludka nie bedzie dzis wiedziala wiecej od gasieniczki. 

sobota, 4 września 2010

Albania

Albany , nie chodzi o bramy
Grecka pozegnala nas lzami, lalo w nocy lalo rano i przestalo jak ruszalismy. Wojtek na beemce odplynal do wenecji wiec zostalismy w piatke. Wielkie greckie mega sniadanie - braklo bagietek w cafeteri i startujemy w strone albani. 25 km do granicy, lekka nerwowka  vis doctor i jestesmy, kraj docelowy Albania. Na punkcie granicznyMmega batman szef celnikow , jednym palcem prawej reki wpisywal dane do kompana, ja sie nazywam starosta mazowiecki, a doctor burmistrz mikolow, ale jedziemy, teraz kilka info : drogi w albani dziela sie na trzy kategorie , 1/ luxory i trzy podgrupy : 1a asfalt prawdziwy czyli asfalt, 2a czyli asfalt - jak drogami do gsu wna suwalszczyznie i 3a prawie asfalt czyli co pewien czas widac ze byl kiedysasfalt. Kategoria normal czyli : N1 wytyczony szlak i maz budowlana na stalej konsystencji, N 2 czyli maz budowlana na nieznanej konsystencji i N 3 maz budowlana na mazi, jechalismy terz po drogach typu K czyli K 1 kamienie duze mocno zwiazane , K 2 kamienie male mocno zwiazane i K 3 kamienie roznej wielkosci niezwiazane, my zyjemy ale nasze moto sa / uwaga dzieci nie czytac / umorusane Jak fadroma na budowie w deszczu i cementowni. chlodnice nie dzialaja bo nie moga , ale sa i pozytywy. Super niedrogi pokoik w sarande , totala tanie zakupy i zalujemy ze stanelismy na diuty free na granicy gracekiej, dalej boje sie bart body guarda rotvailera, bo jak sie chce o cos spytac pisia/nietykalnego to za jego posrednictwem musze  ...... Ale cola zero w sarande sie konczy .....
A tera national geografic : albanaia kraj kontrastow, wielka bieda i ...na ten przyklad nie ma slowa samochod , zastepuje je mercedes, nie wazne jaki model,  z jakiego rocznika : glownie lata  i szesdziesiate do osiemdziesiatych, nie wazne jakiego stan byle mercedes, kraj totalnego smieciowania, smieci sa wszedzie, i jeszcze bezpanskie koty ...... Nienawidze kotow doktor tez , teraz o glownym zabytku Albani : Butrint, cala historia w jednym miejscu, Cezar w 40 roku przed nasza era uznal ze tu bedzie cool i sie zaczelo .... Boskie miejsce kazdy musi zobaczyc, ale ........ Zabytek unesco a droga do niego two way : 1 promem , myslalem ze nasze 5 motorowych go zatopi, lub droga o opisanych parametrach ( jak kurna tui dowozi tu niemieckich turytow )  a my ..... Oczywiscie trafilismy polska wycieczke z przewodnikiem i jestesmy naumiani z histori, trafilismy te malzenstwo pol/albany ale sugestie co do tego jak mamy spedzic noc byly nie do przyjecia ..., aczkolwiek hotel polecili super, a teraz .... Jestesmy po kapieli,i idziemy cos zjesc , czesc do jutra....
Vanesa czytasz nas ..... Pozdro od wszystkich, doktor specjalnie calusy dla babci hani, gocha nie martw  sie opiekujemy sie soba na wzajem , ecia trzymaj sie, pozdro dla zuzi i ady , molto famoza familia pisiewicz jest pozdrawiana przez pisia. Ludka wpis dla ciebie : pisiu ma najbardziej uje...... Motor . Przemys pyta czy jego syn ukochany wrocilismy szczesliwy z warszawy, a pisiu nietypowo sle calusy dla rodzicow, a Bartus pozdrawia zone, corcie i  synusia ....   

piątek, 3 września 2010

Bye bye korfu part one

Zaczniemy od nocy ... Niestety zarwalo sie pode mna loze , i to przy zwyklym obracaniu na lewy bok, na szczescie byla antresola z ddatkowym miejscem do spania i dotrwalem do rana, aha jeszcze musze wspomniec ze pisiu juz nie jest pisiu tylko nietykalny, a kochajacy go ponad miare bart to buldog zaczepno obronny ktory nie pozwala go budzic. A teraz trudniejsze sprawy ... Rano podzielilismy sie na dwie grupy : jedni tzw servismeni (wojtek i doktor) ruszyli do miasta z zamiarem naprawy , a druga czli lucky loosers (przemys, bart/buldog, ja i nietykalny pisiu) dospali i zjedli pozne sniadanie. Potem spotkanie w porcie i rzeczywista ocena sytuacji : doktor ok - nowa opona funkiel nie smigana, ale wojtek niestety tyly , piec warsztatow po drodze, kilka nprawionych czesci i nietety psinco na wolnych obratach gasnie !! Potem prom do igumenicy i ostatni proba przedmuchania wtryskow na autostradzie do ioanniny , niestety pupa po 10 km i ...... Musze to napisac bylo murzynkow 6 (planowanych 8) zostalo 5 ! BMW odpada ... Wojtek jutro rano wsiada na prom i wraca do polski, my jedziemy dalej, ale ... Jezeli przepiekna wyspa korfu , co prawda z takimy sobie drogami pokonala BMW, to co sie bedzie dzialo w albani ? Az strach sie bac .... Szybka zmiana planow , odpuszczamy wawoz mikro papinie i szukamy noclegu w igumenicy zeby jeszcze pobyc z wojtkiem, jest dzielny kupil odstreszacza a my znalezlismy super hotelik na miejscowej riverze, 3 dwojki w super cenie i hotel acropolis jest nasz.... Odstreswoywujemy sie a potem idziemy cos zjesc , zal zalem, zal , zal wojtka ale thats life, wojtek bedzie nam cie brakowalo ...
P.s pozdrowienia dla zuzi i ady !

czwartek, 2 września 2010

korfu, pogorzelisko, rajska plarza i moto unfale

zaczniemy od prostego message dla zarzadu huhtacostam : jesli informacja o zablokowaniu adresu bloga  dla tysiecy pracownikow kocernu jest prawdziwa, to od jutra grecja pakuje sie u konkurencji ......
a teraz ad rem , poranek cudowny bo wczoraj zabraklo metaxy, ratowala nas babcia ( na wozku inwalidzkim ) wlasciciela, oferujac zlewki z private  barek, ranek  fantastico slonce, zero wiatru  ale .... trudny do zniesienia widok z balkonu .... cale zbocze gory wypalone a w srodku pogorzeliska stacja benzynowa, bylismy tam po poludniu i trudno uwierzyc ze stacja ocalala  w samym srodku pogorzeliska. A my jak zwykle wczesne greckie sniadanie ( oczywiscie made by our nadworny kucharz doktor ) i wio zwiedzac te sliczna wyspe. Dzis plaza mnie zawiodla ,,,,,,,, byla niestety tylko przepiekna / zaliczylem maly maratonik do samotnej skaly , a koledzy, od razu ze naruszylem wody terytorialne albanii !!! i jeszcze jedna informacja wszyscy tu jezdza bez kaskow, a my jesli chodzi o populacje motocyklistow jestesmy absolutnie w czolowce trzezwosci.
a jednak monastyr byl
 A teraz o problemach ... konczymy oboz treningowy przed albania/ cudowne gorskie serpentyny z ciezka korfunska nawierzchnia / i sa niestety pierwsze awarie i dramaty osobiste : przemysl uslizgnal jak golob na sveden grand prix  ale wyszedl jak kiedys szczakiel na slaskim, doktor ma niestety gwozdzia w oponie, a wojtek wyciek oleju z silnika ( BMW nicht awarien ? ) aha i w mojej kosiarce jak mowia zazdrosni koledzy, prawe przednie mrugadlo padlo.
cudowny view z drogi
Ale nic to jutro lokalne serwisy i zobaczymy co dalej ????? Wieczorem zakontraktowana kolacja u spirosa, lokalne danie  calkiem znosny kogut w pomidorach z makaronem  dalo sie zjesc !!!!! na szczescie pomni przygody z brakiem metaxy jestesmy zabezpieczeni . ReGulujemy rachunek za pobyt i okazuje sie ze najbardziej do tylu sa nieobecni ! I jeszce jedno , nasze pokoje sprzata pani profesor z rumunii ktora uczy , rumunskiego, francuskiego, angielskiego i niemieckiego / jak mowi bartek z naciskiem na francuski /
czesc do jutra
P.S. 1 Mam cudny nowy telefon z wieloma funkcjami o jakich nie moga pomarzyc koledzy  : zazdroszcza mi i dokuczaja bo im zal , a ja jestem w siodmym niebie bo nagle mam kontakt ze swiatem / Bartek dzieki za 4 dni lacznosci /
pozdrofki : Monisia jestesmy z Toba przesylamy Ci energie slonca i zapewniamy o milosci Przema, Molto importanta Familia Lyniewskich jest pozdrawiana przez teskniacego ojca Bartka, to samo z Pisiewiczami , a ja Pozdrawiam Ecie i Zuzie, i jeszcze jedno ..... Rafciu gdzie jestes twoj support jest teraz najbardziej potrzebny.
bardzo prosimy o komentarze do bloga, sugestie rady itp, robie ( robimy ) to po raz pierwszy i czekamy na reakcje czytajacych ......

środa, 1 września 2010

korfu w ogniu

wpis mial byc zupelnie inny ale ....
kilka zdan jak zwykle , po porannym meczyku w pilke wodna ublagalismy doktora i odpuscil 16 monastyrow, fru prosto na rajska plaze do zatoczki. Przecudnej urody plaza tylko jeden hotel, lazur wody blekit nieba po prostu tylko afrodyty brakowalo , choc jedna byla tylko okazalo sie ze po czesku mowi . Kapiel w tak milych okolicznosciach przyrody sprawila nam wielka frajde choc fale daly sie niektorym mocno we znaki. Tawerna grecka

 dala nam mozliwosc porownania z kuchnia doktora, szczerze ??? jeden jeden ze wskazaniem na doktora, potwierdzil to zreszta poznym wieczorem bezmiesnym spagetti , a teraz do rzeczy
widok z naszego parkingu

pod koniec plazowania zaskoczyla nas dziwna chmura  bialy oblok z piaskowym przebarwieniem. Ostry podjazd ( przed startem calowalem asfalt zeby przezyc ) powrotny na baikach 10 stopni nachylenia, i nagle widzimy  plonie gora, zbocze okolice miasteczka naprzeciw naszego hotelu. Co gorsze mijamy plonacy gaj oliwny u podnoza gory na ktorej zboczu mieszkamy. W powietrzu cataliny z 1945 roku lataja i probuja zgasic pozar masakra .... nawracaja co 5 minut i zrzucaja tony wody na plonace  punkty. My po powrocie do hotelu obserwujemy wszystko z odleglosci 3 do  4 km widok nie jest za ciekawy, masa dymu sciany ognia i warkot samolotow jak przy bombowym nalocie, jest coraz gorzej pojawiaja sie dwie dodatkowe cataliny  dwa polskie dromadery pozar stara sie ugasic juz 6  samolotow. Ponizej lini ognia jest male miasteczko w ktorym bylismy wczoraj, zastanawiamy sie co musza czuc jego mieszkancy wiatr wieje w ich strone. Robimy przerwe w obserwacji na pyszna kolacje / jak zwykle made by  doctor / i wracamy na balkon widok jest jeszcze ciekawszy , dogorywajacy gaj oliwny jakies 2 ha, otwarty ogien na zboczach ale miasteczko raczej bezpieczne. Wlasciel  mowi ze to jacys pier ..... podpalacze bo pozar wybuchl w 4 miejscach na raz na wyspie przy wietrznej pogodzie . Mamy nadzieje ze wszystko skonczy sie ok.
UWAGA pozdrowienia dla BABCI HANI
jutro tez bedzie fajnie , Spyros szykuje kolacje  tradicional korfu dishes / doktor mowi ze na wszelki wypadek szykuje cos w odwodzie
p.s. dzis poraz pierwszy testujemy metaxe    ,   nawet dobra jest kurde
P.S. 2
Aktoreczko jeszcze zyjemy, twoje zyczenia noworoczne byly przedwczesne , ale dzieki ze jestes w statusie obserwatora
P.s. 3
Zuzia tatulo cie kocha i bardzo teskni

korfu to raj

"pacyfik" wczorajnasz basenik
jest na prawde pieknie, cieplo wietrznie a morze slone. Recina ( miejscowe wino ) przepyszne. Wczoraj objechalismy polnocna czesc wyspy  super widoki, klimatyczne miejsca i spokoj, bardzo malo turystow, puste plaze , ladujemy akumulatory przed czescia albanska.Zwiedzilismy jeden angielski kurorcik i to nam starczylo. Wieczorem tradycyjna kolacja made by Doktor, jak zwykle pychota. Jeszcze mecz waterpoolo sedziowany ( drukowany ) przez przemysla i dziem zaliczony. Dzis ruszamy na czesc poludniowa, w programie 16 kosciolow, i 4 plaze.......

wtorek, 31 sierpnia 2010

grecja

poranek na promie przywital nas sloncem i morska bryza, w sam raz na dojscie do siebie, potem tylko miedzylondowanie przed korfu, i wreszcie nasza wyspa. Fantastyczne klimaty grecka policjantka w porcie i jedziemy do spiryosa. Villa Foundana jak z greckiej bajki, dawny dom zarzadcy winnicy. Otoczenie przecudnej urody, samotna villa na zboczu gory w botanicznym ogrodzie, wkolo cisza ( na razie hi hi ) zielen i widoki zapierajace dech w piersiach. Szybkie zakupy, i wspaniala kolacja w ogrodzie, ktora to osobiscie wypichcil doktor. Wlascicel  spiros pokazal co zwiedzac przez cztery dni , gdzie jechac, gdzie jesc i rozpoczelismy nasze wielkie greckie weselenie sie, zakonczone o polnocy w basenie. Teraz jestesmy juz po sniadanku  przepyszne pomidory z polski, oliwa, oliwki i wysmienity ser feta. Zaraz ruszamy na podboj korfu  juz wiem ze bedzie pieknie ........
pozdrawiam wszystkich ktorzy marzna i mokna, tu jest ze 30 stopni
P.s. Ludka nie martw sie pisu robi same zle rzeczy ale nie pozwolil o tym pisac
dzis zaladujemy porcje zdjec bo dochodza glosy ze nic nie widac......

niedziela, 29 sierpnia 2010

Rejs noca

Sofokles by night
Prom jest nasz ! Bartek twierdzi ze trzeba zmienic koszulki , kurde czemu ? Jestesmy mocno rozpoznawalni, doktor byl na bocznym maszcie/dzieki bogu juz spi/a my teraz siedzimy w  lokalnym zadymionym saloonie w towarzystwie greckich kierowcow tirow./uwaga w huhtacostam ci z transcargo tez tu sa/  Wlasnie omawiaja kolejny strajk a niemieccy turysci za to zaplaca. Cos jest nie ten tego, dopiero pierwsza w nocy a tylko ten bar czynny ...... I nocne pozdrofki / nie rodzinne / z adriatyku 
Przemys dla violi, kasi, sylwi, madzi ......, bartek politycznie nikogo, wojtek wszystkich, a ja ... Dorotke i tomka, gwiazdy...., marka trzaskiego i cala reszte
Czesc do jutra 

Niedziela 2

Second half of the day on board

No wiec wyplywamy ...... Slonce slonce slonce , wenecja z gornego pokladu jak film na national geografic, doktor pstryka sto fotek, ale bateria mowi mu stop, zakladamy firmowe koszulki w kolorze solei i juz wszyscy nas rozpoznaja, a to dopiero poczatek....tragedi greckiej ....... Kosztujemy promowych alkoholi, jemy pyszny posilek i dzielimy sie na dwie grupy. Ja z przemyslem jak bozia przykazala   formul one / viva kubica -byl trzeci-a ja omalo nie sprowokowale trzeciej wojny z niemcami po dzwonie vetela/ a reszta w sloncu na pokladzie ......Potem juz razem swietujemy sukces kubicy, wszysce wiedza ze jestesmy z polski i szczerze nam zazdroszcza. Newsy rodzinne : madzia zapowiedziala bartkowi ze w pzyszlym roku jedzie z nami /choc moze mi sie to snilo/ wiec nie tylko Zuzia ale i Madzia ..., przemyslowi odpalil telefon, ja sie jeszcze ludze, 
Dzis bez pozdrofek komercjalnych ..... Jest 18.00 idziemy odpoczac .... 

Niedziela

The first half day
Wstalismy o 5.30' tak nas doktor zestresowal, pisiu nie spalanie od trzeciej, efekt byl taki ze o 7,00 wszyscy byli w villach pod hotelem na motorach ! Juz mielismy ruszac .... Gdy nagle braklo .... Doktor wyglosil tyrade zmieszal pisia i jego kabelki z blotem a tu siurpriza- awaria moto wojtka. Jego startowa wywrotka w strugach deszczu, z polski nie tylko zniszczyla kufer ale musiala tez nadwyrezyc przewod paliwowy, ktory po wczorajszym rajdzie z doktorem odmowil rano posluszenstwa. Bylo groznie. Ale chirurgiczna precyzja doktora polaczona z kozikiem (nie chodzi o niobecnych) rambo +sla wojtka i przyciety przewod wyladowal na obsadce. Ruszamy, temperatura 4 stopnie ale NIE PADA ! Nismiale austryjackie slonce przebija sie przez mgle, ruch jak cholera ale jest cudnie. Tankujemy i robi sie pieknie , zimno ale cudnie przepiekna droga pomiedzy sczytami, z kazdym tunelem cieplej /dalej kochamy tunele / i czyste blekitne niebo po prostu bajka, grzejemy ostro zeby zapomniec jak jechalismy w deszczu, srednia 150 na godzine  i nagle korek....... 11 km poboczem 60/km/h a na koncu pozdrowienia od wloskiej polici stradale. I wreszcie wenecja jak zwykle cudowna. Jest nasz prom , sofokles 4 , okretujemy sie, kabina jak cela w guantanamo /chodzi o wielkosc bo komfort ok/ i odplywamy .... Oj  bedzie sie dzialo ........... 

sobota, 28 sierpnia 2010

Villach, kocham tunele

Nareszcie jestesmy razem, no moze nie wszyscy , bo dwojka z nas wymiekla w ostatniej chwili, kogo nie ma niech zaluje, choc to troche niepowazne.... No comments , a teraz gratulacje, doktor i wojtek jednym ciegiem ponad 700 km w roznej pogodzie i wpadli do villach w trakcie naszej kapieli, a my z wiednia wyjechaliscmy w poludniu, ale po kolei
Rano sniadanko,(przemys nie pozwolil napisac ze sie zatrzasnal w toalecie i walil 20 min w sciane) zakupy w wiedniu i wio do przodu, 385 km, najpierw superslonko, chmurki i cieplutko, potem ..... 300 km hardcoru na przemian deszczu i slonce a potem tylko deszczu. Tym razem nasza wspaniale kokony przeciwdeszczowe ktore sprawdzily sie tak dobrze wczoraj, bezpiecznie i sucho jechaly w kufrach, ot ulanska fantazja... Przemoklismy dwa razy i przeschnelismy tez dwa razy, potem juz tylko moklismy, efekt? Pokolei ale bezosobowo. Jeden z nas zameldowal, ze woda mu sie leje do butow-nic dziwnego mial otwarte oba wywietrzniki na nogawkach, drugi ktory sie usmial zajrzal po telefon, do otwartej kieszeni w ktorej mial 200 mll wody coz telefon wyladowal w smietniku, trzeci tez sie usmial a jego telefon tez zamokl, ale ... Nie poddal sie - suszarka w kibelku prawie sie zapalila, moze tel. Zadziala. Aha i wszyscy zanotowalismy przyrost euro , nie kwotowo tylko objetosciowo - tak kurka nasiakly. W villlach super piekny hotelik studencki z basenem , lozka pietrowe, ale za to kolacyjka .... Jeszcze lepsza niz w wiedniu .
Jutro pobudka o 6 ostra jazda do wenecji i na prom ..., moze zdazymy..., musimy zdazyc
P.s.
Dlaczego kochamy tunele Bo w tunelu deszczu nie pada!!!, wystarczylo ze przez ostatnie 25 km nie padalo i cala mordega poszla w niepamiec, mamy nadzieje ze to koniec deszczow na naszej wyprawie. I znowu komercha prywatne pozdrofki : przemys dla tomka z ktorym minal sie na autostradzie i dla moniczki, od bartka dla magdusi paulinki i kubusia od wojtka dla wszytkich od pisia dla ludki karoliny i kubusia, ode mnie dla zuzi eci i lechowskich oraz krzysia.
I od doktora dla ........ Kozika

piątek, 27 sierpnia 2010

vienna, piatek w nocy

Jest udalo sie , pierwszy etap za nami ( sorry ale bez polskich znakow ) dla statystykow
401 km z luk oil mikolow do hotelu w wiedniu
5 h jazdy, 100 km w deszczu i wietrze ( oczywiscie czechy ) mega korek kolo brna i .... Nowa ksywa moto przema --- frezarka --- no troche uciekalismy przed dwoma obtartymi skodami, coz, nowe szerokie kufry a scisk w korku jak cholera ! To zart oczywiscie , obtarte sa tylko kufry...., poza tym standart, koledzy troche narzekali ze czasem prowadze wezykiem, ale tak lubie i nowe opony musze podomykac. A wieden ? Moje ukochane miasto, poznalem je od podszewki dzieki rodzinie z krakowa, najpierw Krzys , potem piotr i jola. A dzis mnie znowu uwiodlo, kolacja w brandauerze ( 13 becirk dla wtajemniczonych przy schonbrunie) Pisiu i bart - vienerschnitzel , pychota , ja i przemys zeberka ale jakie i ile .. Kazdy ponad metr!!,
Kosztowali wszyscy i bosko , na kolacji piotr troche zgaszony, coz wiadoma partia w rozsypce, wisla doluje, kardynal dziwisz tez cos nie ten tego w sprawie krzyza, ale co tam raz sie zyje
Moja corcia Zuzia jak zwykle w formie , kibicuje tatulowi w wyprawie i juz sie odgraza ze na kolejna jedziemy razem, ale ona swoim motorem a nie jako "plecaczek", fajnie ze jest w wiedniu, A teraz prywata, sponsorowane pozdrofki
Od pisia dla famili pisiewicz,od przema dla gasieniczki tomka i zalogi many, od bart dla rodzinki, i ode mnie dla fanek z huhtamaki, oraz dziewczyny z kliniki,
do jutra czesc
Od

czwartek, 26 sierpnia 2010

Męska przyjaźń cd


Jest 8 rano , jestem w pracy, mam przemoczone buty , spodnie powoli wysycham ale ....
nie znaleźliźmy ! chociaż może własnie znaleźliśmy to coś , jednak jedziemy wszyscy razem , według pierwotnego planu ! jednego z nas będzie to jednak dwa razy tyle kosztować + masa załatwiania dzisiaj !!! powodzenia na pewno zdążysz ...
a co znaleźliśmy :
widok 4 facetów koło 6.30 rano wzdłuż drogi dwu i jednopasmowej , brodzących w deszczu po trawie po obu stronach jezdni , co chwile mijanych przez pędzące tiry wzbijające fontanny wody brrryyy, jasne że nie mogliśmy znaleźć, ale odnaleźlismy potwierdzenie że możemy na siebie liczyć, myślę że ten piąty na motorze - " szperacz przydrożny " poczuł sie choć troche lepiej ..... Możemy na siebie liczyć, wyjazd w takim towarzystwie to będzie na pewno frajda !
Nawet w deszczu - choć mam nadzieję że po południu przestanie padać
ruszamy koło 16.00 do wiednia - najważniejsze że w komplecie spotkamy się w Villach !

Meska przyjazn

No i stalo sie ..... Pech albo co
W kazdym razie nawet nie chce pisac co dotknelo jednego z nas ... Masakra
Mam nadzieje ze jutro bedziemy sie z tego smiali i wejdzie to do kanonu naszych anegdot motorowych
Tymczasem musze konczyc , bo szorstka meska przyjazna, karze stawic sie mi i moim kumplom jutro bladym switem, np o 6.00 na stadoilu w piasku ----- i wcale nie bedzie to poczatek wymarzonej wyprawy...
Mam nadzieje ze nam sie uda , wierze w to ze znajdziemy ....

środa, 25 sierpnia 2010

To juz jutro

Kurcze to już pojutrze
 to teningowy wypad do egeru
Dziś ostatnie spotkanie organizacyjne , oczywiscie u doktora, znakomita whiski, dobre wino i pyszne mięso z sałatka grecka ( nomen omen )
Na szczęście oba wzory koszulek zyskaly uznanie w oczach kolegow , Marku (artem) bardzo dziękuję że zdążyłeś !!!!!
Szczerze mówiąc za wiele szczegółów nie ustaliliśmy bo ..... No właśnie było groźnie, kto nie był niech żałuje , - przemysł gdzie jestes ?
Slowo się rzekło ruszamy w piątek a druga grupa w sosbotę, już nie ma odwrotu, już klamka zapadła już po prostu trzeba i tyle ..... Planowaliśmy to miesiącami a za dwa dni spotkamy się w trasie, wierzę że damy rade , że nasze ukochane maszyny też nie zawiodą...
jak powiedzial doktor.... Bójmy sie gdzie jedziemy za rok ????
Kolejny wpis już z wiednia cześć.......

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Niedlugo start

Witam za 4 dni ruszamy .....na motorach do grecji, albani czarnogory i tylko doktor wie gdzie jeszcze.....
Na raty, bart, pisiu, przemys i ja / paolito/ w piatek z noclegiem nr 1 we wiedniu juz w piatek po pracy
Doktor / ktory wszystko wymyslil i opracowal / koziki / tata i syn / i wojciech, czli grupa stracencow w sobote
Jutro popracuje nad grafika, i wpisem ogolnym , dzis dziekuje tomkowi za pomoc w zalozeniu bloga, i jego cudownej narzeczonej dorotce za to ze znosi moje natrenctwo ....
No to poszlo moj pierwszy wpis
Mysle ze nastepne beda ciekawsze